Poczytaj / Opowiadania - lubię czytać
Staruszek smok
Kiedy mieszka się w Promyczkowie – tak blisko nieba, że już prawie w niebie – wcale nie myśli się o dalekich podróżach. Nawet w wakacje. Tyle jest przecież jeszcze w okolicy nieprzetartych szlaków. Słońce przygrzewa jak na równiku, wszędzie dojrzewają soczyste owoce, a jak tylko trochę głębiej wejdzie się w las można zobaczyć nie tylko dzięcioła i wiewiórkę, ale także jeża, sarnę, a nawet salamandrę. I to nie jedną!
Stefek pierwszy je wypatrzył. W parowie. Jak schodziły do potoku. Prawdę mówiąc, patrzył na nie dosyć długo zanim się zorientował, że nie są to żadne bajkowe stwory ani plastikowe zwierzaki do zabawy, lecz ruszające się, a więc z pewnością żywe...
- Jaszczury! – wykrzyknął Piotrek. – Górskie płazy! Wiem! Są pod ścisłą ochroną!
I spojrzał na tatę tak, jakby czekał na medal.
Tata nie miał akurat w kieszeni medalu, ale miał za to miętowe cukierki, którymi chętnie poczęstowali się także pozostali uczestnicy wyprawy: Gosia, Anka, Basia i Michał.
Ssali cukierki i patrzyli na salamandry, one zaś – poruszając się wolno i niezdarnie – zdążały prosto do potoku. Były naprawdę piękne. I było ich dużo, chyba z piętnaście! Czarne w pomarańczowe plamy, a lśniące tak, jakby dopiero co wyszły spod prysznica.
Gosia miała ochotę pogłaskać jedną, ale szybko cofnęła rękę.
- Boisz się? – roześmiała się Anka.
- Wcale się nie boję! – zaprzeczyła Gosia. – Zastanawiam się tylko, czy one to lubią...
Rzeczywiście. Trudno to było odgadnąć, a zapytać wprost jakoś nie wypadało.
Wtedy Stefek wypatrzył jeszcze jedną, tuż przy samej drodze.
- Ale smoooook! – darł się już po chwili. – Chodźcie prędko!
Był to chyba największy okaz. I chyba całkiem stracił orientację w terenie. Wyglądał na mocno zmartwionego.
- Staruszek smok... – wyszeptała Gosia ze współczuciem.
- Musimy go stąd zabrać – zadecydował Michał. – Jeszcze go coś przejedzie!
Wszyscy byli tego samego zdania, nikt jednak nie miał jakoś odwagi, by ten szlachetny zamysł wprowadzić w życie. Dopiero Stefek – tak, Stefek!
– chociaż był najmłodszy i bał się okropnie, ściągnął koszulkę i przysunął ją do smoka tak, że bez trudu się na nią wgramolił.
Niósł go potem Stefek ostrożnie dumny jak nie wiem co, wyśpiewując:
Staruszek smok
przestraszył mnie
okropnie!
Lecz teraz już wiem,
on też boi się
i we łzach moknie.
całusa dam
i zaniosę na szlak.
Staruszku smoku,
wskakuj do potoku
i żyj sto lat!
- Najgorzej jest jak się zgubi szlak – stwierdził Piotrek. – Można wtedy błądzić bez końca...
- Ale nam to na szczęście nie grozi – uśmiechnął się tata.
- Pewnie! – wtrącił Michał. – Mamy przecież mapę i kompas i lornetkę...
- I... Pana Jezusa – dokończyła Gosia. – A co, może nie?
Autor: Napisała Ewa Skarżyńska
| Ilość komentarzy: [0] | dodaj opinie/oceń |
||
| krótki opis | pełny opis | chronologicznie | według tematów |
|---|---|---|---|




















